Ahoj przygodo - Jesień w Beskidzie Niskim 2016

rajd1

7. października, roku pańskiego 2016 na Dworcu Głównym w Rzeszowie dało się zaobserwować zaspany, acz całkiem radosny tłum ludzi. Ci najbardziej podekscytowani byli na miejscu już od wpół do siódmej; sama ekscytacja wynikała z faktu iż dzień ten był pierwszym z trzydniowego rajdu w Beskid Niski, zorganizowany przy współpracy z kołem PTTK. Uczniom 1 LO, których pod swoje skrzydła wzięli niezastąpieni profesorowie Wiesław Bać i Wacław Wałach, towarzyszyły jeszcze trzy inne szkoły – 2 i 3 LO oraz 8 Gimnazjum.

Wyruszyliśmy z Rzeszowa chwilę po 7 rano, po dwóch godzinach jazdy dotarliśmy do celu – miejscowości której nazwy nie pomnę (podejrzewam że mógł to być Olchowiec), ale w której czekał na nas komitet powitalny złożony z dwóch psów (takich na czterech łapach, z ogonami – przyp. aut.), i z której rozpoczęliśmy wędrówkę na szczyt o wdzięcznej nazwie – Baranie (754 m n.p.m. – przyp. aut.). Nie było nam dane wejść na wieżę widokową, ale niedługo potem nastąpiła rekompensata w postaci wspaniałych zdjęć śniegu.

rajd2

Ze szczytu zeszliśmy do Huty Polańskiej – nieistniejącej już wsi - gdzie czekał na nas autokar. Stamtąd pojechaliśmy do miejscowości co się zwie Krempna, w której snadź panuje dobrobyt, bo wybudowali tam aż dwa sklepy. Po zakupach udaliśmy się do miejsca noclegu (żeby nie powiedzieć spoczynku) – ośrodka pośrodku niczego, tj. w Kotani. Tak upłynął wieczór i poranek, dzień pierwszy.

rajd3Drugiego dnia, wyspani i spragnieni nowych przygód (ahoj!) zostaliśmy wywiezieni przez kierowcę autokaru w środek jeszcze większego niczego, by stamtąd wyjść na górę nazwaną Wysokie (657 m.n.p.m. – przyp. aut.). Po dłuższej kontemplacji niesamowitego piękna wczesnej górskiej jesieni, zdjęciach i poszukiwaniu Starbucksa zeszliśmy ze szczytu na – jak mówił pan przewodnik - ścieżkę widokową (czy coś takiego) prowadzącą do Krempnej, po drodze zahaczając o cmentarz z okresu I wojny światowej.

rajd4Na końcowym odcinku tej trasy także towarzyszył nam pies, jak się później okazało – należący do właścicielki jednego z dwóch sklepów, w którym zrobiliśmy zakupy po zejściu do wsi. Jak można było przewidzieć, po zakupach wróciliśmy do Kotani, gdzie po obiadokolacji i chwili odpoczynku rozpaliliśmy ognisko, tworząc w ten sposób coś na kształt małej imprezy pożegnalnej. Wieczór i poranek dnia drugiego upłynął spokojnie, nawet mimo kilku osób uprawiających grę na wuwuzeli.
Ostatni dzień: pobudka, zbieranie ubrań z kaloryfera i brudnych skarpetek z podłogi, upychanie ich do toreb i walizek wraz z trampkami, powtarzane jak mantra „nie zapomnieć tostera”, „odnieść czajnik”, „nosz… nie zmieści się”. Po jako takim zebraniu się do kupy i zjedzeniu śniadania pojechaliśmy do Folusza, na krótką, dwugodzinną trasę (oczywiście podczas której towarzystwa dotrzymywał nam pies) ścieżką przyrodniczą, z przystankiem przy Domu Pomocy Społecznej, gdzie ostatnie lata życia spędził Nikifor – polski malarz łemkowskiego pochodzenia. Punktem docelowym natomiast był Diabli Kamień, pomnik przyrody słusznych rozmiarów (warto zobaczyć, robi wrażenie).

rajd5Po obejściu skały dookoła - co ponoć grozi rychłym zamążpójściem, ale jestem dobrej myśli – oraz krótkim spacerze nad wodospad, grupa sturlała się na parking, będący ostatnim elementem trasy; nasz psi kompan poszedł w swoją stronę, my wpakowaliśmy się do autokaru i powoli, usypiani warkotem silnika, ruszyliśmy w drogę powrotną.

rajd6Moje ogólne wrażenie po rajdzie jest jak najbardziej pozytywne (zresztą jak po każdym poprzednim), nawet mimo dość dużej liczby osób uczestniczących, co chwilami stwarzało dla mnie pewien dyskomfort jako że jestem zwolennikiem bardziej kameralnych przedsięwzięć tego typu, jednak uważam że nie stanowi to żadnego problemu wobec niesamowitej atmosfery, łagodnych podejść, wspaniałych widoków, świetnej ekipy; dlatego też polecam tę formę aktywnego wypoczynku, każdemu, nawet jeśli nie jest zapalonym górołazem – od czasu do czasu zwyczajnie warto.

Więcej zdjęć: GALERIA SZKOLNA oraz GALERIA PTTK

tekst: Magdalena Misiewicz IIIa

foto: Zuzanna Ziemniak IIIc