MOTTO TYGODNIA 
 In magnis et voluisse sat est
"W rzeczach wielkich wystarczy chcieć."
 Sextus Propertius

I Liceum Ogólnokształcące w Rzeszowie

im. ks. Stanisława Konarskiego

35-030 Rzeszów; 3-go Maja 15

tel. 17 748 28 20  fax. 17 748 28 30

pierwsze w mediach 3

mscloudlogofanpage 1lo

kanal youtube 175

Archiwum wiadomości

office365info

Król umiera, czyli ceremonie

Recenzja spektaklu pt. „Król umiera, czyli ceremonie” – Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie
(Weronika Wojturska)

krolumiera

Wszystko miało  miejsce 16 listopada tego roku, kiedy to wybraliśmy się klasą do stolicy polskiej kultury, nauki i sztuki – Krakowa. Celem głównym naszego przyjazdu tam była wspomniana wyżej sztuka Eugene’a Ionesco w pomysłowej reżyserii Piotra Cieplaka.

Dzieło porusza tematykę śmierci, a konkretnie odchodzenia wielkiego władcy, który wobec nieuchronnego końca jest tak naprawdę małym, bezsilnym człowieczkiem. Byliśmy świadkami powolnego procesu starzenia i zniedołężnienia osoby tej pozycji, która za cenę, nawet śmieszności i utraty godności desperacko chce temu zapobiec.
Świadomość nadejścia dla króla rychło ostatniej godziny staje się tragedią nie tylko władcy (Jerzy Trela), ale i całego królewskiego otoczenia – odrzuconej przed laty pierwszej żony Małgorzaty (Anna Polony), młodej i oddanej żony Marii (Anna Dymna), strażnika (Zbigniew Kosowski), wiernej służki Julii (Dorota Segda)  i nadwornego lekarza (Jacek Romanowski).
Każda z postaci była wyrazista, trafnie wykreowana, a głosy donośne i czyste. Aktorzy wykazali się bardzo precyzyjną grą aktorską w pełni oddając swoje role.
Ciekawie dobrano elementy scenografii. Tłem była przestrzeń starego magazynu, prawdopodobnie jednej z odludnych fabryk poza miastem, a wnętrze wypełnione rekwizytami typu – staromodny, czerwony fotel, małe, niepozorne biurko, wózek inwalidzki czy kręte, metalowe  schody.
Spektakl rozpoczynał przykuwający wzrok taniec grupy młodych tancerzy, co ożywiało sztukę niejednokrotnie jako przerywnik w odpowiednich momentach na scenie. Zaskakującym i wręcz intrygującym był wpleciony pod  koniec pokaz mody współczesnej, postaci w czerni i bieli z elementami ludzkich czaszek i kruczych piór. Choć o podobnej tematyce co sztuka, silnie kontrastował z tym, co działo się na scenie. Byłam pod wrażeniem oryginalności pomysłu i dynamiki przekazu.
Najbardziej utkwiła mi w pamięci ostatnia scena, kiedy to król (odchodzący być może w zaświaty) prowadzony przez byłą żonę Małgorzatę zmierza miedzy widownią  ku drzwiom wejściowym do sali teatralnej. Tam pozostaje za obojgiem jedynie mocne białe światło, oślepiające widzów, a w tle rozlega się śmiech malutkiego dziecka.

Spektakl bawił, wzruszał, ale przede wszystkim dawał dużo do myślenia. Pozwalał zrozumieć, jak nietrwałe są ziemskie wartości wobec nieuniknionego dla każdego z nas - śmierci.


Weronika Wojturska

1 Liceum Ogólnokształcące im. ks. Stanisława Konarskiego w Rzeszowie

Copyright © 2015. All Rights Reserved.